wtorek, 11 listopada 2014

Rozdział 5 "Janikualmukitti"

Rozdział 5


-Pójdziemy do mnie? Może obejrzymy jakiś film?- zapytał mnie Harry
- W sumie może być, tylko muszę małą oddać mamie- nie osądzajcie mnie rozmawialiśmy już dobre dwie godziny. Byliśmy na lodach, na kawie i na porządnym spacerze. Rozmawia się z nim cudownie, jak z najlepszym przyjacielem.
-A twoje przyjaciółki nie chcą do nas wpaść? Wiesz, żebyś nie byłą samotna- uśmiechnął się szelmowsko po czym szturchnął mnie w rękę dopowiadając- Napisz do nich.
-Ok...ale z ciebie męczybuła- walnęłam chłopaka w ramię na co on odwrócił się „obrażony”-Ej Harry....Harrold...No nie fochaj się- prosiłam go pokładając się ze śmiechu. Po chwili spytałam- Co mam zrobić żebyś przestał się fochać?
-No nie wiem.... nie wiem.... Wieeeeesz?... Możesz dać buziakaaaa!- machał nieśmiało butem
-Yyyyy... A inna opcja?
-Nie! Tylko buziak.... Nic innego!!!- uparcie trzymał się swojej wersji

Zamknęłam oczy, nachyliłam się nad policzkiem loczka na co on szybko odwrócił głowę. W rezultacie pocałowałam go w usta. Nie wiem dlaczego pogłębiłam pocałunek. Wiecie jak to wyglądało? Ja (zwyczajna dziewczyna) i Harry Styles (bożyszcze nastolatek) całujący się jak dwa goryle pośrodku parku, a obok nas małe dziecko drące się wniebogłosy. Cudowny obrazek. Nie ma co...



* * * Oczami Harrego
To był impuls. Po prostu musiałem przyjąć ten pocałunek. Jestem pewien ,że to nie jest przelotna znajomość, bo ja... ją lubię. Ale lubię W TEN sposób. Modliłem się w duchu aby to się nie skończyło. Ale wszystko co dobre kiedyś się kończy. „Odlepiliśmy” się od siebie, a ona szybko opuściła głowę i szeptała niezrozumiałe słowa. Wyłapałem tylko << Przepraszam>>. Przytuliłem ją mocno chwyciłem podbródek w palce i uniosłem tak aby mogła mi spojrzeć w oczy. Cmoknąłem szybko w usta i nadal tuląc wymruczałem jej do ucha:
- Nie masz za co kociaku...
Ona nie odpowiedziała nic tylko mocno objęła mnie w pasie.
- Dobra to idziemy zanieść tego brzdąca do ciebie i zmykamy do mnie, zahaczając w międzyczasie o Kitty i Melody?
-Melody mieszka w dzielnicy Sun set Valley, to daleko...Napisze jej żeby ruszyła dupę do... No właśnie gdzie ma ruszyć dupę?
- Na rogu Appallosa Plains i Twinbrook Dom numer 3a
*** OCZAMI NANCY***
-Ok- wlokąc się noga za nogą ruszyliśmy w stronę mojego domu. Czułam na sobie jego wzrok. Wędrował po całym moim ciele. Zaczęłam się trochę krępować więc wręczyłam Harremu wózek Madds. Nim się spojrzałam byliśmy pod domem Zaprosiłam go gestem do środka.
-O jesteś skarbi.....-mama ściszyła głos gdy zobaczyła, że idę z chłopakiem
-Mamo poznaj Harrego, Harrold to moja mama Rosie- wyżej wymieniony niczym dżentelmen pocałował dłoń mojej rodzicielki czym oczywiście ją udobruchał.
- A co się tutaj dzieje ? - do ganku wparował również tata. Nie no może jeszcze babcie przyjadą?
-Nancy przyprowadziła kolegę -uśmiechnęła się i spytała chłopaka- Chcesz coś do picia?
-Nie, dziękuje. My i jak zaraz idziemy-odwzajemnił uśmiech loczek
- Ja skoczę szybko na górę, się przebiorę i możemy spadać-powiedziałam i na odchodne szepnęłam chłopakowi na ucho- Nie daj się zjeść.
Moim zadaniem było jak najszybsze uwolnienie Harrego z szpon moich rodziców. Potykając się i przeskakując co trzeci schodek pokonałam schody. Zmieniłam sweterek na koszulę, związałam włosy w kok, zbiegając na dół nałożyłam warstwę błyszczyku i zebrałam jakąś skórzaną kurteczkę. W holu chwyciłam jeszcze gumę miętową w usta (mój narkotyk i uzależnienie).
-Sorki, że tak długo- wpadłam do kuchni z której dochodziły odgłosy rozmowy a następnie skierowałam się w stronę lokatego- Idziemy ?
-Jeśli jesteś już gotowa...to tak- wbił wzrok w moje stopy
Spojrzałam na niego nieco pytającym wzrokiem. Nie odpowiadał więc po chwili spytałam:
- No co?
- Na boso zamierzasz pójść?- zasugerował
-Uuuups.. Aj no tak...-podbiegłam pędem do szafki i wyciągnęłam z niej jakieś pierwsze lepsze buty na obcasie i ponownie wskoczyłam na swoje poprzednie miejsce .
-Już teraz jestem gotowa... -starałam się ukryć zażenowanie, ale niestety było dobrze widoczne na moich policzkach
- No to możemy już iść- po raz kolejny dzisiejszego dnia rzucił w moją stronę ten zabijający szelmowski uśmiech- Dowidzenia państwu- powiedział do moich rodziców mojej mamie całując rękę a tacie po męsku podając dłoń. I tak oto spacerkiem zmierzaliśmy w stronę domu Kitty. Uprzedziłam ją wcześniej o propozycji Harrego. Teraz tylko puściłam do niej strzałkę i wiedziała, że ma schodzić na dół. Nicole jak to Nicole nie cacka się z mężczyznami od razu podeszła do loczka przytuliła i cmoknęła go w policzek. Harry lekko zaskoczony obrotem sytuacji nie mógł nic więcej zrobić tylko przyjąć buziak z rybką na twarzy. Kitty od razu wpadła w śmiechowy szał. Chłopak był wyraźnie rozbawiony żartami i anegdotkami, mimo to cały czas próbował złapać mnie za rękę. Gdy myślałam o domu samego Harrego Stylesa automatycznie w myślach nasuwała mi się na myśl wielka willa, więc gdy doszliśmy do wskazanego adresu nieco się zdziwiłam. Nie, to nie był gmach. To był biały dwupiętrowy dom z dużym ogrodem i basenem. Nic wielkiego, mimo to było w nim coś magicznego i przyjemnego. Harrold wyciągnął klucze, otworzył drzwi i wpuścił nas do środka. Z małego ganeczku wchodziło się do gigantycznych rozmiarów salonu. Zaraz po prawej była łazienka a troszkę dalej kuchnia.
-Chłopaki mamy gości!!- krzyknął w głąb domu Harry w momencie, w którym dostałam smsa od Mel czekającej przed domem. Od razu przekazałam komunikat Harroldowi, na co on potruchtał otworzyć drzwi. Nagle rozległo się dzikie rzężenie kilku par nóg, loczek zaczął się śmiać. Po kilku sekundach wiedziałam co było powodem hałasu. Chłopcy niczym błyskawica śmignęli mi przed nosem nawet mnie nie zauważając. Wpadli do salonu i zaczęli się gonić. Ale stop dlaczego jest ich pięciu. Przecież lokaty stoi obok mnie. Dokładnie zaczęłam przyglądać się rozczochranym głową.
-O nie tylko nie Jus......- nie zdążyłam dokończyć słowa a już z ust Kitty wyrwał się pisk...-...tin
Chyba nareszcie chłopcy nas zauważyli. Wszyscy popatrzyli na mnie pytającym wzrokiem. Domyślam się, że chcą wyjaśnienia dlaczego jakaś laska drze ryja w ich salonie i jakim sposobem trzy dziewczyny dostały się do ich domu. Na drugie pytanie znał odpowiedź tylko Harry. Czas przystąpić do działania, skinęłam na Mel. Zrozumiała od razu, zatkała usta Kitty, a ja spokojnie gładziłam ją po ramieniu.
- No spokojnie już spokojnie kochanie. To tylko osoba. Tylko osoba...- popatrzyłam w stronę Harolda. Lokaty zanosił się bezgłośnym śmiechem. A następnie w stronę kanapy na której siedziała reszta. Oni nadal patrzyli na mnie ( a raczej na nią) jak na debilkę.
-Czy ktoś może mi to wyjaśnić?- powiedział Daddy Directioner
- Hypff...- wypuściłam powietrze i powiedziałam tylko trzy słowa- Kitty jest belieber.
Na co Justin wstał z kanapy podszedł do Nicole i mocno ją przytulił

-Justin jestem...-powiedział w włosy mojej przyjaciółki
A ona wymruczała:
-Janikualmukitti- co miało znaczyć tyle samo co ,,Ja Nicole ale mówią na mnie Kitty”
- A czy teraz możemy się już normalnie przywitać?- wtrąciła się w ich niezwykłą chwilę Melody, podeszła do przylepy i oderwała siłą od Justina.
- Hejka ja jestem Melody, a ta tam to Nancy.
* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *
I jak się podoba rozdział? Przepraszam, że tyle czasu nie dodawałam nic ale nie miałam weny. Teraz siedzę sobie zasmarkana w domku i pisam. I jak moja Kitty zadowolona. Tak nareszcie dodałam Justina. Tak wiem że w tym rozdziale troszkę mało cb Mel ale nadrobimy w następnym


~ Nancy <3


P.S: Zrobię to co kocham tu robić czyli:
Rozdział ma 12 stron 1225 słów i 7645 znaków. Brawooooo.....! Jestem z siebie tak cholernie dumna. Tym razem proszę o 3 komentarze...