Rozdział
5
-Pójdziemy
do mnie? Może obejrzymy jakiś film?- zapytał mnie Harry
-
W sumie może być, tylko muszę małą oddać mamie- nie osądzajcie
mnie rozmawialiśmy już dobre dwie godziny. Byliśmy na lodach, na
kawie i na porządnym spacerze. Rozmawia się z nim cudownie, jak z
najlepszym przyjacielem.
-A
twoje przyjaciółki nie chcą do nas wpaść? Wiesz, żebyś nie
byłą samotna- uśmiechnął się szelmowsko po czym szturchnął
mnie w rękę dopowiadając- Napisz do nich.
-Ok...ale
z ciebie męczybuła- walnęłam chłopaka w ramię na co on odwrócił
się „obrażony”-Ej Harry....Harrold...No nie fochaj się-
prosiłam go pokładając się ze śmiechu. Po chwili spytałam- Co
mam zrobić żebyś przestał się fochać?
-No
nie wiem.... nie wiem.... Wieeeeesz?... Możesz dać buziakaaaa!-
machał nieśmiało butem
-Yyyyy...
A inna opcja?
-Nie!
Tylko buziak.... Nic innego!!!- uparcie trzymał się swojej wersji
Zamknęłam
oczy, nachyliłam się nad policzkiem loczka na co on szybko odwrócił
głowę. W rezultacie pocałowałam go w usta. Nie wiem dlaczego
pogłębiłam pocałunek. Wiecie jak to wyglądało? Ja (zwyczajna
dziewczyna) i Harry Styles (bożyszcze nastolatek) całujący się
jak dwa goryle pośrodku parku, a obok nas małe dziecko drące się
wniebogłosy. Cudowny obrazek. Nie ma co...
*
* * Oczami Harrego
To
był impuls. Po prostu musiałem przyjąć ten pocałunek. Jestem
pewien ,że to nie jest przelotna znajomość, bo ja... ją lubię.
Ale lubię W TEN sposób. Modliłem się w duchu aby to się nie
skończyło. Ale wszystko co dobre kiedyś się kończy.
„Odlepiliśmy” się od siebie, a ona szybko opuściła głowę i
szeptała niezrozumiałe słowa. Wyłapałem tylko <<
Przepraszam>>. Przytuliłem ją mocno chwyciłem podbródek w
palce i uniosłem tak aby mogła mi spojrzeć w oczy. Cmoknąłem
szybko w usta i nadal tuląc wymruczałem jej do ucha:
-
Nie masz za co kociaku...
Ona
nie odpowiedziała nic tylko mocno objęła mnie w pasie.
-
Dobra to idziemy zanieść tego brzdąca do ciebie i zmykamy do mnie,
zahaczając w międzyczasie o Kitty i Melody?
-Melody
mieszka w dzielnicy Sun set Valley, to daleko...Napisze jej żeby
ruszyła dupę do... No właśnie gdzie ma ruszyć dupę?
-
Na rogu Appallosa Plains i Twinbrook Dom numer 3a
***
OCZAMI
NANCY***
-Ok-
wlokąc się noga za nogą ruszyliśmy w stronę mojego domu. Czułam
na sobie jego wzrok. Wędrował po całym moim ciele. Zaczęłam się
trochę krępować więc wręczyłam Harremu wózek Madds. Nim się
spojrzałam byliśmy pod domem Zaprosiłam go gestem do środka.
-O
jesteś skarbi.....-mama ściszyła głos gdy zobaczyła, że idę z
chłopakiem
-Mamo
poznaj Harrego, Harrold to moja mama Rosie- wyżej wymieniony niczym
dżentelmen pocałował dłoń mojej rodzicielki czym oczywiście ją
udobruchał.
-
A co się tutaj dzieje ? - do ganku wparował również tata. Nie no
może jeszcze babcie przyjadą?
-Nancy
przyprowadziła kolegę -uśmiechnęła się i spytała chłopaka-
Chcesz coś do picia?
-Nie,
dziękuje. My i jak zaraz idziemy-odwzajemnił uśmiech loczek
-
Ja skoczę szybko na górę, się przebiorę i możemy
spadać-powiedziałam i na odchodne szepnęłam chłopakowi na ucho-
Nie daj się zjeść.
Moim
zadaniem było jak najszybsze uwolnienie Harrego z szpon moich
rodziców. Potykając się i przeskakując co trzeci schodek
pokonałam schody. Zmieniłam sweterek na koszulę,
związałam włosy w kok,
zbiegając na dół nałożyłam warstwę błyszczyku i
zebrałam jakąś skórzaną kurteczkę.
W holu chwyciłam jeszcze gumę miętową w usta (mój narkotyk i
uzależnienie).
-Sorki,
że tak długo- wpadłam do kuchni z której dochodziły odgłosy
rozmowy a następnie skierowałam się w stronę lokatego- Idziemy ?
-Jeśli
jesteś już gotowa...to tak- wbił wzrok w moje stopy
Spojrzałam
na niego nieco pytającym wzrokiem. Nie odpowiadał więc po chwili
spytałam:
-
No co?
-
Na boso zamierzasz pójść?- zasugerował
-Uuuups..
Aj no tak...-podbiegłam pędem do szafki i wyciągnęłam z niej
jakieś pierwsze lepsze buty na obcasie i ponownie wskoczyłam na
swoje poprzednie miejsce .
-Już
teraz jestem gotowa... -starałam
się ukryć zażenowanie, ale niestety było dobrze widoczne na moich
policzkach
-
No to możemy już iść- po raz kolejny dzisiejszego dnia rzucił w
moją stronę ten zabijający szelmowski uśmiech- Dowidzenia
państwu- powiedział do moich rodziców mojej mamie całując rękę
a tacie po męsku podając dłoń. I tak oto spacerkiem zmierzaliśmy
w stronę domu Kitty. Uprzedziłam ją wcześniej o propozycji
Harrego. Teraz tylko puściłam do niej strzałkę i wiedziała, że
ma schodzić na dół. Nicole jak
to Nicole nie cacka się z mężczyznami od razu podeszła do loczka
przytuliła i cmoknęła go w policzek. Harry lekko zaskoczony
obrotem sytuacji nie mógł nic więcej zrobić tylko przyjąć
buziak z rybką na twarzy. Kitty od razu wpadła w śmiechowy szał.
Chłopak
był wyraźnie rozbawiony żartami i anegdotkami, mimo to cały czas
próbował
złapać mnie za rękę. Gdy
myślałam o domu samego Harrego Stylesa automatycznie w myślach
nasuwała mi się na myśl wielka willa, więc gdy doszliśmy do
wskazanego adresu nieco się zdziwiłam. Nie, to nie był gmach. To
był biały dwupiętrowy dom z dużym ogrodem i basenem. Nic
wielkiego, mimo to było w nim coś magicznego i przyjemnego. Harrold
wyciągnął klucze, otworzył drzwi i wpuścił nas do środka. Z
małego ganeczku wchodziło się do gigantycznych rozmiarów salonu.
Zaraz po prawej była łazienka a troszkę dalej kuchnia.
-Chłopaki
mamy gości!!- krzyknął w głąb domu Harry w momencie, w którym
dostałam smsa od Mel czekającej przed domem. Od razu przekazałam
komunikat Harroldowi, na co on potruchtał otworzyć drzwi. Nagle
rozległo się dzikie rzężenie kilku par nóg, loczek zaczął się
śmiać. Po kilku sekundach wiedziałam co było powodem hałasu.
Chłopcy niczym błyskawica śmignęli mi przed nosem nawet mnie nie
zauważając. Wpadli do salonu i zaczęli się gonić. Ale stop
dlaczego jest ich pięciu. Przecież lokaty stoi obok mnie. Dokładnie
zaczęłam przyglądać się rozczochranym głową.
-O
nie tylko nie Jus......- nie zdążyłam dokończyć słowa a już z
ust Kitty wyrwał się pisk...-...tin
Chyba
nareszcie chłopcy nas zauważyli. Wszyscy popatrzyli na mnie
pytającym wzrokiem. Domyślam się, że chcą wyjaśnienia dlaczego
jakaś laska drze ryja w ich salonie i jakim sposobem trzy dziewczyny
dostały się do ich domu. Na drugie pytanie znał odpowiedź tylko
Harry. Czas przystąpić do działania, skinęłam na Mel. Zrozumiała
od razu, zatkała usta Kitty, a ja spokojnie gładziłam ją po
ramieniu.
-
No
spokojnie już spokojnie kochanie. To tylko osoba. Tylko osoba...-
popatrzyłam w stronę Harolda. Lokaty zanosił się bezgłośnym
śmiechem. A następnie w stronę kanapy na której siedziała
reszta. Oni nadal patrzyli na mnie ( a raczej na nią) jak na
debilkę.
-Czy
ktoś może mi to wyjaśnić?- powiedział Daddy Directioner
-
Hypff...- wypuściłam powietrze i powiedziałam tylko trzy słowa-
Kitty jest belieber.
-Justin
jestem...-powiedział w włosy mojej przyjaciółki
A
ona wymruczała:
-Janikualmukitti-
co miało znaczyć tyle samo co ,,Ja Nicole ale mówią na mnie
Kitty”
-
A czy teraz możemy się już normalnie przywitać?- wtrąciła się
w ich niezwykłą chwilę Melody, podeszła do przylepy i oderwała
siłą od Justina.
-
Hejka ja jestem Melody, a ta tam to Nancy.
*
* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *
I
jak się podoba rozdział? Przepraszam, że tyle czasu nie dodawałam
nic ale nie miałam weny. Teraz siedzę sobie zasmarkana w domku i
pisam. I jak moja Kitty zadowolona. Tak nareszcie dodałam Justina.
Tak wiem że w tym rozdziale troszkę mało cb Mel ale nadrobimy w
następnym
~
Nancy <3
P.S:
Zrobię to co kocham tu robić czyli:
Rozdział
ma 12 stron 1225 słów i 7645
znaków. Brawooooo.....! Jestem
z siebie tak cholernie dumna. Tym razem proszę o 3 komentarze...
